A trip to Rogów
A trip to Rogów
trasa - Baza, Dąbrowa, Wiączyń, Eufeminów, Rochna, Tworzyjanki, Rogów, Jasień, Henryków, Syberia, Grzmiąca, Moskwa, Byszewy, Kalonka, Las Łagiewnicki, i do domu
Dziś jak zwykle: spałem 5 godzin bo piwo było, a tu ustawka z Maciejem na 9...o 9:15 stawiłem sie na Dąbrowie i ruszyliśmy, celem wyprawy było Arboretum w Rogowie czyli wydzielony park z mnóstwem fajnych drzew i krzewów. Przebiliśmy się przez Wiączyń Rochnę i Tworzyjanki kombinując jak sie da bokami dojechaliśmy do Rogowa... a tam ZONK bo z rowerami nas wpuścić nie chcieli a zostawić maszynki pod płotem strach... Kiedyś się autem śmignie trudno.Wypiliśmy po TYSKIM i w drogę, cały weekeend straszyli deszczem ale my na niebie widzieliśmy tylko zachmurzenie i miejscami prześwitywało słońce.
Wbilismy sie na nasze ukochane wzniesienia łódzkie i kombinacyjnie z górki i pod górke przemieszczaliśmy się do Łagiewnik. Kilosy upływały a na niebie robiła się masakra, za Kalonka zaczęło dobrze kropić a parę kilometrów przed Barem w Łagiewnikach dostaliśmy solidna porcje deszczu. W Barze piwko, chleb ze smalcem, ogórki itp, Maciek wyciągnął stos ubiorów na deszcz i niepogodę a ja tylko w krótkich portkach, koszulce i rękawkach... Spiliśmy tyskacza i ruszyłem pełna parą do domu przez centrum aby sie rozgrzać W domu spojrzałem w lustro i oczywiście błotny potwór..
Yeah, takie wypady to lubię
- DST 103.00km
- Teren 35.00km
- Czas 04:55
- VAVG 20.95km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy. Komentuj
trasa - Baza, Dąbrowa, Wiączyń, Eufeminów, Rochna, Tworzyjanki, Rogów, Jasień, Henryków, Syberia, Grzmiąca, Moskwa, Byszewy, Kalonka, Las Łagiewnicki, i do domu
Dziś jak zwykle: spałem 5 godzin bo piwo było, a tu ustawka z Maciejem na 9...o 9:15 stawiłem sie na Dąbrowie i ruszyliśmy, celem wyprawy było Arboretum w Rogowie czyli wydzielony park z mnóstwem fajnych drzew i krzewów. Przebiliśmy się przez Wiączyń Rochnę i Tworzyjanki kombinując jak sie da bokami dojechaliśmy do Rogowa... a tam ZONK bo z rowerami nas wpuścić nie chcieli a zostawić maszynki pod płotem strach... Kiedyś się autem śmignie trudno.Wypiliśmy po TYSKIM i w drogę, cały weekeend straszyli deszczem ale my na niebie widzieliśmy tylko zachmurzenie i miejscami prześwitywało słońce.
Wbilismy sie na nasze ukochane wzniesienia łódzkie i kombinacyjnie z górki i pod górke przemieszczaliśmy się do Łagiewnik. Kilosy upływały a na niebie robiła się masakra, za Kalonka zaczęło dobrze kropić a parę kilometrów przed Barem w Łagiewnikach dostaliśmy solidna porcje deszczu. W Barze piwko, chleb ze smalcem, ogórki itp, Maciek wyciągnął stos ubiorów na deszcz i niepogodę a ja tylko w krótkich portkach, koszulce i rękawkach... Spiliśmy tyskacza i ruszyłem pełna parą do domu przez centrum aby sie rozgrzać W domu spojrzałem w lustro i oczywiście błotny potwór..
Yeah, takie wypady to lubię
- DST 103.00km
- Teren 35.00km
- Czas 04:55
- VAVG 20.95km/h
- Aktywność Jazda na rowerze



